Wyprawa rowerowa po Polsce cz.2

Niestety prognoza pogody nie była dla na korzystna ale nie mogliśmy sobie pozwolić na jakieś dłuższe postoje bo niestety w tej części Polski co byliśmy nic nie miało się zmienić przez najbliższe tygodnie. Trasa Ostrowy nad Okszą – Łódź była jedną z dłuższych jakie nas czekały…

Wcześnie rano musieliśmy wsiadać na rowery by przejechać czekające nas dziś około 120km.Początkowo nic poza prognozami nie pokazywało, że pogoda się tak drastycznie zmieni. Szczęśliwi z porannego słońca i ogólnie przyjemnej temperatury ruszyliśmy w drogę około 6 rano. Pierwsze 40 km zrobione bez większych postojów bardzo nas cieszyło. Jeszcze nie jechało nam się nigdy wcześniej tak przyjemnie. Mało ruchliwe drogi, sielanka, piękna pogoda. Lecz jak to mówią wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć. Dopadł nas pierwszy front i musieliśmy chować się dosłownie w krzakach. Był to dobry patent na zrobienie sobie obiadu 🙂 ! Kuchenka i gorące kubki poszły w ruch. Rowery przykryte folią a my w kurtkach przeciwdeszczowych. Musiało to pewnie wyglądać komicznie dla ludzi którzy podróżowali samochodami. Deszcz przestał padać a na niebie znów pojawiło się słońce. Według portalu meteo mieliśmy godzinę i 60 km przed sobą przed nieprzerwanym deszczem. No cóż musieliśmy ujechać ile się tylko dało. Oczywiście na nasze nieszczęście deszcz dopadł nas w szczerym polu. W strasznej ulewie i piorunach pedałowaliśmy kilka kilometrów by skryć się na stacji benzynowej przy dystrybutorach. Jednak nie mogliśmy tam czekać w nieskończoność i zgodnie stwierdziliśmy, że ruszamy w drogę. Deszcz już przestał przeszkadzać a kilometry powoli uciekały. Pojawił się inny problem a mianowicie tiry które jadąc z naprzeciwka z pędem wiatru za sobą niosły chmury wody. Tak chmury to najlepsze tu słowo. Cała woda osiadała na okularach a każdy taki przejazd powodował, że byliśmy mokrzy 2 razy bardziej ( o ile dało się jeszcze bardziej ). Nagle jeden kierowca wyprzedzający nas zatrąbił, zjechał na pobocze i włączył światła awaryjne. Okazało się, że jest również rowerzystą i chciał nas podrzucić jednak kawałek dalej nasze drogi się rozbiegały w inne strony na nasze nieszczęście. Jednak miło spotkać takich ludzi na trasie. Im bliżej celu tym wolniej uciekały nam kilometry a zmęczenie było coraz większe. Wiedzieliśmy jednak, że czeka nas tego dnia ciepły posiłek, łóżeczko oraz prysznic. Gdy dojechaliśmy do Łodzi Pani Krysia wraz z mężem Jurkiem czekali już na nas z kolacją i gorącą herbatą. 13 godzin w trasie w taką pogodę to jednak nie tragedia. Odliczając postoje, czas i tak był lepszy niż 10km/h.

Kolejna duża trasa lecz na szczęście już ostatnia. Jedynym problemem był brak pewnego noclegu. A więc to samo co dzień wcześniej 6:00 już w na rowerach i lecimy. W trasie próbowałem szukać noclegu na oku był pobliski lasek lecz w oczy na naszym facebooku rzucił mi się jeden post ” Ilu was i kiedy we Włocławku ?”. Od razu poprosiłem o nr kontaktowy. Ta informacja była jak zbawienie jednak też nie chcieliśmy się narzucać i napisaliśmy, że nam wystarczy miejsce pod namiot i jakiś dostęp do łazienki. Ta trasa pomimo, że podobna do poprzedniej była dla nas najgorszym fragmentem. Po raz kolejny złapałem gumę, ciągły trasa pod wiatr i górki, kilometry uciekały bardzo powoli.W pewnym momencie złapałem swojego rodzaju doła i musieliśmy zatrzymać się w sklepie.Tego dnia jedliśmy słodyczy i piliśmy napojów energetycznych od groma !!Na szczęście Pan Piotr wraz ze swoją małżonką Urszulą wyruszyli w naszą stronę. Wspaniali ludzie życzę wszystkim by tylko na takich natrafiali na swoich drogach. Pomogli nam jakoś doczłapać się do ich domu jakieś 20km. Gdyby nie ich wsparcie siłowe i mentalne było by ciężko. Gdy dojechaliśmy na miejsce Pan Piotr dokonał gruntownego przeglądu naszych rowerów, ponaprawiał to co mógł w swoim garażu xD i zaopatrzył nas w bidony. Ania dostała spodenki rowerowe które w dalszej trasie okazały się dla niej zbawienne. Z rozmów z tą rodziną wynieśliśmy wiele informacji na temat jazdy na takich wyprawach oraz pokazali nam jakie błędy popełniamy jako całkowici amatorzy i nauczyli jak się ich wyzbyć !! Brak sił i ogólne zmęczenie jednak szybko nas zabiły. Zjedliśmy obiadokolację, wykąpaliśmy się, wypiliśmy po piwku i poszliśmy w kimę. Przez te 2 dni nie zrobiliśmy żadnego zdjęcia czego na dzień dzisiejszy w sumie żałuję. Obie rodziny jednak pozostaną na zawsze w naszej pamięci bo takich ludzi po prostu nie da się zapomnieć. Kolejny dzień był już formalnością trasa o połowę krótsza. Tego dnia zasypialiśmy już pełni optymizmu bo wiedzieliśmy,  że najdłuższe dystanse mamy już za sobą.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s